poniedziałek, 27 lipca 2015

37. Oś Kijów-Moskwa-Warszawa

Kiedy dwa lata temu "wyszedłem z szafy", dziwiłem się pozytywnym reakcjom ludzi. Spodziewałem się, że zostanę gremialnie wyśmiany, wyklęty i poniżony. Myślałem, że spotka mnie piekło, nie spotkało - co nie oznacza, że jest "tęczowo", raczej "so-so", tak sobie. Jednego dnia dobrze, drugiego koszmarnie, z rzadkimi przerwami na szarość dnia codziennego. Do tej szarości tęsknię najbardziej i do "znikania w tłumie". Dwa lata "eksperymentu" polegającego na byciu sobą dały mi wystarczająco dużo doświadczenia, aby pokusić się o ocenę stosunku społeczeństwa względem ludzi LGBTQ, krótko: osoby homoseksualne mają przekichane.

sobota, 11 kwietnia 2015

36. Przyszła wiosna

Zawsze lubiłem wiosnę, zresztą każda pora roku jest w porządku - i każdej potrzebuję (nie rozumiem ludzi, którzy zimą uciekają do ciepłych krajów). Teraz jednak obawiam się ciepłych miesięcy. Dlaczego? Bo muszę zrzucić grubszą kurtkę i czapkę, włożyć cieńsze rzeczy, a wtedy ludzie od razu poznają, że mam ciało faceta. Momentalnie robi się zamieszanie. W czwartek mocno świeciło słońce, ale było chłodno, więc miałem na głowie chustę. Czułem się w miarę bezpiecznie. W piątek zrzuciłem chustę, bo słońce przygrzało - i zaczęły się kłopoty. Wracając z pracy usłyszałem kilkanaście obelg "pedał", a w galerii handlowej grupa młodzieży urządziła zbiegowisko pt. "Patrzcie pedał". Wybierałem gazety w sklepie, a kątem oka zobaczyłem jak grupa wskazuje na mnie palcami. Taki dzień, zdarza się. A jak się zdarza, to po powrocie do domu najczęściej mam wszystkiego dość. 

niedziela, 22 marca 2015

35. Idzie wiosna

Nadchodzi wiosna. Wciąż na dworze bywa zimno, ale dłużej jest widno, więc widać więcej. Już nie chodzę do pracy w szarudze i nie wracam po zachodzie słońca. Jest jasno i dlatego coraz trudniej mnie pomylić z „masywną kobietą”. Tracę „zimową ochronę” i trochę boję się wiosny, bo w ciepłe miesiące częściej w moją stronę lecą obelgi. Spory o gender chyba przycichły, bo wróciło hasło „pedał”, za to rzadziej wołają „gender”. Jednak na razie jest spokojnie. Rano wsiadam w zatłoczony tramwaj, sunę kilka przystanków, by przesiąść się na ul. Kościuszki do „puszki ze szprotkami”, łączącej północ miasta z południem. Ta wiezie mnie pod pracę. Po pracy wracam piechotą, dotarcie do domu zajmuje czterdzieści minut. Zawsze po drodze coś zjem, zajrzę do księgarni. Ale czas już się przesiąść na rower. Na rowerze jest bezpieczniej.

niedziela, 1 marca 2015

34. Życie a scena

Kilka tygodni temu zacząłem grać w zespole muzycznym. Zespół to dużo powiedziane, bo na razie uczymy się naszych instrumentów. Moja rzecz to ścieżka perkusyjna, ale nie jestem perkusistą, obsługuję analogowy automat. To jest dobrze spędzany czas, pozytywna energia po stresującej pracy. A praca stresuje bo od lutego mam nową i chcę się w niej pokazać z dobrej strony, nie popełniać gaf. Noszę w sobie niezdrowe poczucie, że jako „gender” muszę się bardziej wykazywać (dlaczego?). W zespole muzycznym ambicja jest raczej przeszkodą niż pomocnikiem – najczęściej prowadzi do konfliktów i rozłamu. Frajdę zamienia w katorgę.

wtorek, 30 grudnia 2014

33. Gender i bezdomny, wyrzutków dwóch

Środek czy koniec października. Piję piwo w gronie kolegów z pracy. Jesteśmy w „Fermentacji” na Struga. To trudny lokal dla pijusów-palaczy. Palacz musi co rusz opuszczać stolik i gnać na dwór po stromych schodach. Z każdym kolejnym kuflem staje się to trudniejsze. Cudem nikt nie łamie ręki, nie obija głowy o framugę. Stoimy na zewnątrz w dwóch grupach. Wyrobiłem w sobie nawyk wychodzenia z palaczami, choć nie palę. W podstawówce, liceum czy studiach, wiele traciłem nie paląc. Na fajce zawiązywały się najtrwalsze znajomości. Pęczniała wiedza o świecie.

piątek, 26 grudnia 2014

32. Długa podróż

Koniec października czy początek listopada - wracam z kolegą z delegacji ze Szwecji, ląduję w Warszawie. Na wyjeździe wyglądałem tak jak w Polsce: makijaż, pomalowane paznokcie, legginsy. Pierwszy raz byłem w innym kraju całkowicie w „damskich” ciuchach, wcześniej co najwyżej połowicznie: luźne uniseks spodnie, makijaż, ale bluzka „męska”. W krajach nordyckich jest pewnie łatwiej niż gdziekolwiek, co nie oznacza, że tam granice między męskością a kobiecością wyznaczone ubiorem są skrajnie rozmyte. Podczas mojego pobytu w Sztokholmie, łącznie ponad pół roku, nie spotkałem ani jednego mężczyzny w sukience, ani jego mężczyzny, który wykraczałby swoim wyglądem poza metroseksualność – ale zadbanych facetów jest mnóstwo, to fakt.

niedziela, 9 listopada 2014

31. Chcesz oddać krew? Zmyj makijaż

W małym "krew-gate" zbliżamy się do pointy. Dyrektor Centrum Krwiodawstwa odpisał na moją skargę, uznał, że nic się nie stało: nikt nikogo nie obraził i nie wysyłał do psychiatry oraz nie sugerował ryzykownych stosunków seksualnych, a ja mogłem zmyć makijaż i wtedy wszystko byłoby w porządku.

"Pański wizerunek odbiegał od fotografii w dowodzie osobistym [...] Odmówił Pan dostosowania swojego wyglądu zewnętrznego (zmycie makijażu) do danych w dowodzie osobistym i z tego powodu nie mógł Pan oddać kwi."