Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezdomność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezdomność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

35. Idzie wiosna

Nadchodzi wiosna. Wciąż na dworze bywa zimno, ale dłużej jest widno, więc widać więcej. Już nie chodzę do pracy w szarudze i nie wracam po zachodzie słońca. Jest jasno i dlatego coraz trudniej mnie pomylić z „masywną kobietą”. Tracę „zimową ochronę” i trochę boję się wiosny, bo w ciepłe miesiące częściej w moją stronę lecą obelgi. Spory o gender chyba przycichły, bo wróciło hasło „pedał”, za to rzadziej wołają „gender”. Jednak na razie jest spokojnie. Rano wsiadam w zatłoczony tramwaj, sunę kilka przystanków, by przesiąść się na ul. Kościuszki do „puszki ze szprotkami”, łączącej północ miasta z południem. Ta wiezie mnie pod pracę. Po pracy wracam piechotą, dotarcie do domu zajmuje czterdzieści minut. Zawsze po drodze coś zjem, zajrzę do księgarni. Ale czas już się przesiąść na rower. Na rowerze jest bezpieczniej.

wtorek, 30 grudnia 2014

33. Gender i bezdomny, wyrzutków dwóch

Środek czy koniec października. Piję piwo w gronie kolegów z pracy. Jesteśmy w „Fermentacji” na Struga. To trudny lokal dla pijusów-palaczy. Palacz musi co rusz opuszczać stolik i gnać na dwór po stromych schodach. Z każdym kolejnym kuflem staje się to trudniejsze. Cudem nikt nie łamie ręki, nie obija głowy o framugę. Stoimy na zewnątrz w dwóch grupach. Wyrobiłem w sobie nawyk wychodzenia z palaczami, choć nie palę. W podstawówce, liceum czy studiach, wiele traciłem nie paląc. Na fajce zawiązywały się najtrwalsze znajomości. Pęczniała wiedza o świecie.