Kilka tygodni temu zacząłem grać w zespole muzycznym. Zespół to dużo powiedziane, bo na razie uczymy się naszych instrumentów. Moja rzecz to ścieżka perkusyjna, ale nie jestem perkusistą, obsługuję analogowy automat. To jest dobrze spędzany czas, pozytywna energia po stresującej pracy. A praca stresuje bo od lutego mam nową i chcę się w niej pokazać z dobrej strony, nie popełniać gaf. Noszę w sobie niezdrowe poczucie, że jako „gender” muszę się bardziej wykazywać (dlaczego?). W zespole muzycznym ambicja jest raczej przeszkodą niż pomocnikiem – najczęściej prowadzi do konfliktów i rozłamu. Frajdę zamienia w katorgę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywa biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywa biblioteka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 marca 2015
piątek, 26 grudnia 2014
32. Długa podróż
Koniec października czy początek listopada - wracam z kolegą z delegacji ze Szwecji, ląduję w Warszawie. Na wyjeździe wyglądałem tak jak w Polsce: makijaż, pomalowane paznokcie, legginsy. Pierwszy raz byłem w innym kraju całkowicie w „damskich” ciuchach, wcześniej co najwyżej połowicznie: luźne uniseks spodnie, makijaż, ale bluzka „męska”. W krajach nordyckich jest pewnie łatwiej niż gdziekolwiek, co nie oznacza, że tam granice między męskością a kobiecością wyznaczone ubiorem są skrajnie rozmyte. Podczas mojego pobytu w Sztokholmie, łącznie ponad pół roku, nie spotkałem ani jednego mężczyzny w sukience, ani jego mężczyzny, który wykraczałby swoim wyglądem poza metroseksualność – ale zadbanych facetów jest mnóstwo, to fakt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)