Mam problem z nazwaniem siebie. Zwykle używam pojęcia queer, bo to pojemny worek, do którego wrzuca się wszystko, co nie przystaje do tzw. normy. Nie odnajduję się w typowej roli kobiecej ani w roli męskiej, moja płeć kulturowa nie pasuje do płci biologicznej, jestem więc – uwaga – dzieckiem ideologii gender. Po ostatniej histerii katolickiego kleru, pojęcie to stało się modne. A skoro tyle się o nim mówi, to może w końcu powinienem się tym zainteresować? Do tej pory naiwnie sądziłem, że pozostając praktykiem gender nie będę musiał konfrontować się z teorią, także przez wzgląd na dotychczasowe doświadczenia: poznane przeze mnie ideolożki gender interesowały się głównie kulturową rolą kobiet. Pomijały rolę mężczyzn, jeśli nie wiązała się ona z opresją względem kobiet. Mnie z kolei ciekawią normy jakie mężczyźni narzucają innym mężczyznom, których sam byłem przez ponad dwadzieścia lat – ok, to mocne słowo – ofiarą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płeć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płeć. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 listopada 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
3: Chelsea, falafle i szpilki
Nie śledzę mediów głównego nurtu i nie wiem jak zareagowały na deklarację pewnego sygnalisty (whistleblowera), który określił się kobietą. Mam niejasne, ale silne przeczucie, że deklaracja pogrążyła go ostatecznie, bo jak chcesz być bohaterem, to tylko kopią Rambo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)