Wojna uprzedzająca.
Nie chodzę w damskich ciuchach długo, bo miałem coming out dopiero przed wakacjami. Nie był to Wielki Wybuch, meteor, który zaszokował otoczenie, bo coming out odpowiednio wcześniej (chcąc nie chcąc) przygotowałem: szedłem w spódniczce na łódzkiej Manifie, ale wtedy jeszcze nie było jasne, kim jestem. Można więc było pomyśleć, że ciuchy to prowokacja, albo manifestacja np. solidarności z kobietami. Interpretacji cały wachlarz, jedna mniej prawdziwa od drugiej. Po Marszu Równości, kiedy to znowu ubrałem się niemęsko, nastąpił pierwszy wyłom. Nie zmyłem paznokci i poszedłem do pracy w pomalowanych. W tydzień czy dwa później byłem już w pracy w makijażu. W tym czasie nosiłem luźne damskie spodnie, pumpy, a to jest taki ciuch na granicy płci. Do pumpów doszły baletki. Nie bez walki, poszedłem w końcu do pracy w spódniczce. To wszystko odbyło się na przestrzeni dwóch miesięcy, kwietnia i maja.